Koniec roku szkolnego to czas oczekiwania na jego… koniec. To problem dla nauczyciela (jeśli chce uczyć) i dla dzieci, bo motywacja już ląduje 😉 📉
Można narzekać. Można też podziękować za problem. I otworzyć tym samym drogę do nowych rozwiązań. Skorzystałem z wyzwania i poprowadziłem lekcję w inny niż dotychczas sposób. ✏️ Na dzisiejszych zajęciach zyskałem nowy hashtag #uczyibawi. Tak powiedziała w czasie lekcji Natalia, której zajęcia z geometrii wyraźnie się podobały. I nie tylko Natalii. 📐
Choć nigdy nie chciałem być zabawnym nauczycielem, to nowy hashtag bardzo mi się spodobał. Zrozumiałem, że dzieci i nastolatki dobrze czują się (a nawet bawią) na prowadzonych przeze mnie lekcjach matematyki.
Co takiego zrobiliśmy?
Uczyliśmy się podstawowych pojęć geometrycznych za pomocą książki rodem z USA. Z jednego z najlepiej wydanych podręczników, jakie znam. Serio. Znajdziesz w nim wszystko, czego potrzebujesz w bardzo przystępnej formie zeszytu. Do tego pojęcia są tłumaczone w inny i niejednokrotnie prostszy i bardziej przystępny sposób.
Sięgnięcie pod koniec roku po materiał przygotowany w innym systemie edukacyjnym okazało się odświeżające zarówno dla mnie, jak i dla uczniów. Wspólnie tłumaczyliśmy pojęcia z angielskiego na język polski (w zeszycie wylądowała notatka w języku angielskim). Mam wrażenie, że konieczność konwersji z angielskiego na polski bardzo pomogła w zrozumieniu dość trudnych pojęć punktu, prostej, kąta, płaszczyzny i innych. 🇬🇧➡️🇵🇱
Dodam sobie jeszcze jeden #dziecisawspaniale. Bo są. Jeśli z szacunkiem podejść do ich potrzeb i dobrze je zrozumieć, to widać to przecież na pierwszy rzut oka. 🙌
Ps. Post został autoryzowany przez klasę, która stała się dla mnie inspiracją do odświeżenia własnego podejścia.
Zapytałem dzieci, po czym rozpoznają dobrego nauczyciela
Cześć, cześć! Tutaj moje kolejne matematyczne 5 groszy. Dzisiaj temat dość odważny, bo postanowiłem zapytać moich uczniów – młodszych nastolatków (12-14 lat) – o to, po czym można rozpoznać dobrego nauczyciela.
Na pytania:
Po czym rozpoznać dobrego nauczyciela?
Co takiego robi i czego NIE ROBI, że można go nazwać dobrym nauczycielem?
Czego więcej oczekujesz od dobrego nauczyciela?
dzieci odpowiedziały na kartkach, które zeskanowałem i przesłałem do analizy przez AI – oto wynik:
Analiza odpowiedzi uczniów wykonana z wykorzystaniem AI
Cel badania
Uczniowie odpowiedzieli na trzy pytania:
Po czym rozpoznajesz dobrego nauczyciela?
Co takiego robi i czego nie robi, że można go nazwać dobrym nauczycielem?
Czego więcej oczekujesz od dobrego nauczyciela?
Łącznie przeanalizowano ponad 25 odpowiedzi otwartych. Analiza została wykonana metodą jakościową z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji, których zadaniem było zidentyfikowanie najczęściej występujących motywów, grup tematycznych oraz powtarzających się wzorców odpowiedzi.
Najważniejszy wniosek
Najsilniejszym odkryciem badania jest fakt, że uczniowie nie oczekują przede wszystkim łatwiejszej szkoły.
W odpowiedziach stosunkowo rzadko pojawiały się postulaty dotyczące ograniczenia wymagań, rezygnacji z ocen czy zmniejszenia ilości nauki.
Zdecydowanie częściej uczniowie wskazywali na potrzebę lepszego zrozumienia materiału, wsparcia w nauce oraz budowania relacji opartych na wzajemnym szacunku.
Można więc stwierdzić, że główną potrzebą uczniów nie jest zmniejszenie poziomu trudności, ale zwiększenie jakości procesu uczenia się.
Główne obszary odpowiedzi
1. Tłumaczenie i skuteczne nauczanie
Najczęściej występującą kategorią odpowiedzi była umiejętność tłumaczenia.
Uczniowie wielokrotnie wskazywali, że dobrego nauczyciela rozpoznaje się po tym, że:
dobrze tłumaczy materiał,
wyjaśnia zagadnienia na różne sposoby,
odpowiada na pytania,
pomaga zrozumieć trudne tematy,
wraca do zagadnienia, gdy uczeń nadal go nie rozumie.
AI zaklasyfikowała ten obszar jako dominujący motyw całego badania.
2. Pomoc i wsparcie
Drugą najczęściej występującą kategorią była pomoc.
W odpowiedziach regularnie pojawiały się sformułowania wskazujące na nauczyciela, który:
wspiera ucznia,
pomaga w trudnych momentach,
nie zostawia ucznia samego z problemem,
poświęca czas na dodatkowe wyjaśnienia.
Uczniowie oczekują nie wyręczania, lecz wsparcia podczas pokonywania trudności.
3. Szacunek i bezpieczeństwo emocjonalne
Trzecim silnym obszarem okazały się odpowiedzi związane z relacją.
Najczęściej pojawiały się określenia:
nie krzyczy,
nie wyśmiewa,
nie poniża,
nie zawstydza,
nie stresuje uczniów.
Analiza wskazuje, że uczniowie bardzo mocno wiążą skuteczne uczenie się z poczuciem bezpieczeństwa psychologicznego.
4. Cierpliwość
W wielu odpowiedziach powtarzały się słowa:
cierpliwy,
spokojny,
wyrozumiały,
opanowany.
Według AI jest to jeden z kluczowych elementów budujących pozytywne doświadczenie edukacyjne.
Uczniowie akceptują trudność materiału, natomiast negatywnie reagują na brak cierpliwości ze strony nauczyciela.
5. Sprawiedliwość
Kolejną wyraźną kategorią była sprawiedliwość.
Uczniowie zwracali uwagę na:
równe traktowanie wszystkich,
brak faworyzowania,
uczciwe ocenianie,
wysłuchiwanie każdej strony.
Wyniki pokazują, że poczucie sprawiedliwości jest dla uczniów jednym z podstawowych warunków budowania autorytetu nauczyciela.
6. Umiejętność słuchania
Znacząca liczba odpowiedzi dotyczyła komunikacji.
Dobry nauczyciel według uczniów:
słucha,
rozmawia,
interesuje się uczniami,
bierze pod uwagę ich zdanie.
Analiza wskazuje, że uczniowie postrzegają nauczyciela nie tylko jako źródło wiedzy, ale również jako osobę wspierającą rozwój.
Najciekawsze odpowiedzi
Algorytm wyłonił również kilka odpowiedzi nietypowych i szczególnie interesujących:
„Potrafi zdobyć szacunek bez podnoszenia głosu i stawiania jedynek.”
„Potrafi nauczyć różnymi sposobami, a nie tylko książkowymi.”
„Nie denerwuje się, gdy zostaje mu zadane pytanie.”
„Nie musi być przystojny.”
Choć część z nich ma charakter humorystyczny, wszystkie pokazują, że uczniowie zwracają uwagę przede wszystkim na sposób traktowania ludzi, a nie na formalny autorytet czy cechy zewnętrzne nauczyciela.
Model dobrego nauczyciela według uczniów
Na podstawie analizy wszystkich odpowiedzi sztuczna inteligencja wyodrębniła trzy najważniejsze cechy dobrego nauczyciela:
TŁUMACZY – POMAGA – SZANUJE
Wokół tych trzech pojęć koncentruje się zdecydowana większość odpowiedzi uczniów.
Wniosek końcowy
Analiza pokazuje, że uczniowie nie definiują dobrego nauczyciela przez łatwość zdobywania ocen, ograniczanie wymagań czy pobłażliwość.
Dobry nauczyciel to według nich osoba, która potrafi skutecznie tłumaczyć, wspiera ucznia w pokonywaniu trudności oraz buduje relację opartą na szacunku.
Wyniki badania sugerują, że autorytet nauczyciela w oczach uczniów wynika przede wszystkim z kompetencji dydaktycznych i jakości relacji, a nie z formalnej pozycji czy stosowania presji.
Najkrótsze podsumowanie całego badania brzmi:
Dzieci nie oczekują łatwiejszej szkoły. Oczekują nauczyciela, który pomoże im przejść przez trudność.
Moim zdaniem nauczyciel powinien nieustannie się uczyć. Dzisiaj nauczyłem się czegoś nowego. Poprowadziłem całą lekcję „bez ani jednego słowa”. To była lekcja z klasą pierwszą.
Dlaczego tak? Ponieważ w szkole, w której uczę, odbywa się duży, duży, duży remont. Wyłączone jest z użytkowania jedno skrzydło budynku i dwie klasy pierwsze wylądowały w dotychczasowej szkolnej auli. Pomiędzy tymi dwiema klasami — pierwszą A i pierwszą B — jest zaledwie przepierzenie. No trzeba „nie lada sztuki”, żeby poprowadzić skutecznie i efektywnie lekcję, nie przeszkadzając sobie nawzajem.
Klasa pierwsza A miała w czasie mojej lekcji język angielski. Anglistka bardzo potrzebowała mówić do dzieci i słyszeć też, co one do niej mówią. Ja natomiast poprowadziłem na zastępstwie lekcję matematyki. Lekcję matematyki z dodawania.
Lekcja bez słów, której długo nie zapomnę
Wykonaliśmy razem z dziećmi kartę pracy, która służyła do tego, żeby wykonywać działania — działania, które dzieci widziały po wyrzuceniu kostek: dwóch kostek matematycznych, sześciościennych albo dziesięciościennych, w zależności od potrzeby.
Oczywiście przez chwilę miałem przynajmniej „tłumacza”. Najpierw pokazałem, co trzeba zrobić. Trochę „na migi”, trochę oczami, trochę palcami, trochę pisząc na tablicy. Pokazałem też wzór tej karty pracy na tablicy. Potem rozejrzałem się po klasie. Szukałem kogoś, kto zrozumiał, co chcę przekazać i co jest do zrobienia.
I to zrozumienie zobaczyłem w oczach Natalki. Na tablicy napisałem: „Wytłumacz proszę kolegom i koleżankom.” Niesamowite. Natalka po prostu wstała z ławki i zaczęła chodzić od kolegi do kolegi, od koleżanki do koleżanki. Wyjaśniała, co jest do zrobienia.
Nie powiedziałem ani słowa. Czasami tylko zastukałem w ławkę, chcąc zwrócić uwagę dzieci. A dzieci? Były niesamowite. Po prostu niesamowite. Przyjęły to z zaciekawieniem. Pracowały w ciszy, w skupieniu, chcąc wiedzieć, co będzie dalej.
Także nauczyłem się dzisiaj nowej metody. Wcześniej już wiedziałem, że mówienie do dzieci szeptem wywołuje taki efekt, że dzieci również zaczynają porozumiewać się szeptem.
Tutaj mała dygresja. Tego nauczyłem się kiedyś w Zakopanem, w sanatorium, do którego jeździłem. Pewnego razu nasza wychowawczyni zachorowała na gardło. Nie mogła mówić, ale nie chciała iść na L4. Mówiła więc do nas szeptem. I my wszyscy również zaczęliśmy mówić szeptem.
To wspomnienie zostało mi po dziś dzień i tej metody też czasami używam. Natomiast lekcja „bez słów” — przynajmniej tych głośno wypowiedzianych — jest dla mnie pewną nowością. I dużą też radością.
Matematyka w ciszy, czyli moje dzisiejsze 5 groszy
Myślę, że dzieci będą pamiętały tę lekcję dodawania. Będą pamiętały też mnie. Tak to wyglądało. Tak to wyglądało. Zawsze nauczyciel może nauczyć się czegoś nowego, jeśli tylko jest taka potrzeba.
Po lekcji nauczycielka wspomagająca — czy współorganizująca, jak to się teraz mówi — sama do mnie podeszła i powiedziała, że „niesamowite to było”. Bo rzeczywiście dałem przestrzeń Magdzie, nauczycielce języka angielskiego, żeby ona mogła swoją lekcję poprowadzić. A dzieci z równoległej klasy pierwszej niczego nie straciły.
Także moje „matematyczne 5 groszy” również i dziś. Pozdrawiam Was serdecznie. Warto się uczyć. Wtedy dzieci jeszcze więcej zyskują.
Dziś chciałbym się z Wami podzielić moimi „pięcioma groszami” refleksji po niedawno zamkniętym pierwszym miesiącu pracy w szkole publicznej. To dla mnie niezwykle ciekawe doświadczenie – zarówno z perspektywy nauczyciela matematyki, jak i tutora czy wychowawcy. Przez ostatnie cztery tygodnie w klasach szóstych i siódmych mierzyliśmy się z ułamkami oraz pierwiastkami, a moim głównym celem było upewnienie się, że dzieci nabędą najważniejsze umiejętności w tych obszarach.
Jak pracujemy na co dzień
Gdy uczę, każda lekcja ma konkretny cel, o którym uczniowie wiedzą. Dużo pracujemy na zajęciach, a stałym elementem są liczne kartkówki – w ciągu trzech tygodni napisaliśmy ich około dwudziestu. Co ważne, dzieci się ich nie boją. Dlaczego? Bo stworzyłem system oparty na zaufaniu i wyborze.
Poziomowanie i wolność wyboru
Ostatni etap zmagań z materiałem zamknęliśmy sprawdzianem podzielonym na poziomy A, B i C. Wyjaśniłem moim kochanym uczniom, że mogą sami dopasować trudność zadania do swoich możliwości. Poziom B pozwalał skupić się na prostszych przykładach i uzyskać ocenę dobrą. Poziom A (z elementami B i C) dawał szansę na piątkę. Poziom C był dla tych, którzy chcą i potrafią więcej.
Uwielbiam rozdawać piątki i szóstki. I temu też służy poziomowanie – daję możliwość odzyskania własnej matematycznej sprawczości – ustawiam poprzeczkę tak wysoko, by dziecko mogło jej dosięgnąć. Jeśli komuś noga się powinie, wpisuję niezaliczenie, jedynkę wstawiam tylko wtedy, gdy sytuacja jest naprawdę istotna.
Błędy to najcenniejsza lekcja
Najważniejszy etap następuje jednak jutro, zaraz po majówce. Dzieci dostaną swoje prace na blat wraz z rozwiązaniami i… same będą je sprawdzać. Tutaj zaczyna się ich wybór: mogą oddać kartkę taką, jaka jest, albo zdecydować się na metodę trzech kroków poprawy błędu.
Ten proces aktywnego korzystania z własnych pomyłek jest dla mnie kluczowy:
Nazwanie błędu: Uczeń szuka pomyłki i opisuje, jak on ją rozumie.
Plan działania: Odpowiedź na pytanie: „Co w związku z tym zrobię?”.
Prawidłowe wykonanie: Ponowne, poprawne rozwiązanie działania, np. wyprowadzenie czynnika spod pierwiastka.
Uważam, że błędy są najcenniejsze i są własnością ucznia. Gdyby ktoś chciał zabrać mi moje porażki, nie oddałbym ich, bo to na nich nauczyłem się żyć i liczyć. Moją rolą jako nauczyciela jest jedynie stworzyć przestrzeń do nauki. Nazywanie błędów uwalnia od ich powtarzania.
Z perspektywy drogi
Piszę to do Was, idąc właśnie po górskim szlaku w ostatni dzień majówki. Słońce świeci, a ja nie siedzę nad stosem sprawdzianów do sprawdzenia, bo to zadanie zostawiłem moim uczniom – dla ich własnego pożytku.
Pozdrawiam serdecznie, Tomek – pieczarki, przyjaciele, rodzina, edukacja i przygoda.
Wczorajsza lekcja matematyki, której tematem były „Działania na pierwiastkach i potęgach”, skłoniła mnie do refleksji nad tym, kim właściwie jest nauczyciel w procesie uczenia się. Nie była to lekcja wyjątkowa pod względem tematu. Pierwiastki, potęgi, zasady działań, przykłady z podręcznika — zwykła szkolna codzienność. A jednak właśnie w takiej codzienności bardzo wyraźnie widać, czym naprawdę jest nauka. I jaką wartość może wnieść nauczyciel matematyki.
„Nie zrobiłem, zapomniałem, nie mam”
Przedwczoraj w klasie, której uczę, zadałem zadanie domowe. Robię to regularnie. Staram się jednak, żeby nie było ono jednakowe dla wszystkich. Zwykle poziomuję je na trzy różne zakresy.
Jeśli ktoś potrzebuje więcej czasu, więcej skupienia albo czuje, że dany temat idzie mu trudniej — na przykład obliczanie pierwiastków czy potęgowanie — może zrobić jedno albo dwa zadania. Jeśli ktoś czuje się już swobodniej, może zrobić więcej. Jeśli ktoś jest gotowy na większe wyzwanie, może sięgnąć po zadanie z wymagań rozszerzonych. Nie chodzi o to, żeby wszyscy pracowali identycznie. Chodzi o to, żeby każdy mógł zrobić krok do przodu z miejsca, w którym naprawdę jest.
Następnego dnia, tak jak robię to niemal codziennie, podchodziłem do uczniów osobno, po cichu i pytałem:
Jak zadanie domowe?
Tym razem odpowiedzi były niemal identyczne:
Nie zrobiłem. Zapomniałem. Nie mam.
Dotyczyło to właściwie całej klasy. Zadanie zostało po prostu zignorowane.
Nie obrażam się, ale stawiam pytanie
W takiej sytuacji łatwo o emocje. Łatwo wejść w ton rozliczania, wyrzutów i pretensji. Ale nie o to mi chodziło.
Powiedziałem uczniom, że nie obrażam się o to, że nie zrobili zadania. Jednocześnie nazwałem coś, co jest dla mnie bardzo ważne: nie mam żadnego wpływu na to, czy ktoś odrobi zadanie, czy nie.
Mogę przygotować lekcję. Mogę dobrać przykłady. Mogę poziomować zadania. Mogę tłumaczyć w prosty i zrozumiały sposób. Mogę podejść, wyjaśnić, wesprzeć, zachęcić. Mogę dać możliwość wyboru.
Ale nie mogę za drugą osobę podjąć decyzji, że będzie się uczyć.
To nie jest oskarżenie. To jest prosta prawda o uczeniu się.
Powiedziałem też uczniom, że ja ze swojej strony staram się odrabiać swoje zadanie domowe. Przychodzę przygotowany. Planuję lekcje. Staram się tłumaczyć jasno. Szukam takich form pracy, które pomogą dzieciom wejść w temat i zrozumieć, co robimy.
Wiem też z relacji uczniów i rodziców, że wiele dzieci dobrze przyjmuje sposób, w jaki pracujemy na lekcjach. To dla mnie ważne, bo pokazuje, że lekcja może być przestrzenią, która wspiera rozwój młodych osób.
Jednak bez pracy własnej dzieci moje możliwości są mocno ograniczone.
Lekcja o pierwiastkach, potęgach i odpowiedzialności
Tego dnia mieliśmy pracować nad działaniami na pierwiastkach i potęgach. Na tablicy pojawił się temat lekcji oraz cel: nazwać zasadę rządzącą relacją między pierwiastkiem a potęgą.
Zaczęliśmy od podręcznika. Krok po kroku przeczytaliśmy sześć zasad. Próbowaliśmy powiedzieć je własnymi słowami. To ważne, bo matematyka nie zaczyna się od samego zapamiętania wzoru. Zaczyna się wtedy, kiedy uczeń potrafi własnym językiem powiedzieć, co właściwie się dzieje.
Potęga i pierwiastek nie są dwoma przypadkowymi działaniami. Są ze sobą powiązane. Jedno pomaga zrozumieć drugie. Jeśli dziecko zobaczy tę relację, matematyka staje się mniej obca, a bardziej uporządkowana.
W pewnym momencie zdecydowałem, że uczniowie spróbują dalej przepracować lekcję bardziej samodzielnie. Ta decyzja była konsekwencją dwóch rzeczy: braku zadania domowego oraz świadomości, że nie mam żadnego wpływu na to, czy ktoś to zadanie odrobi, czy nie.
Nie chodziło o to, żeby zostawić ich samych z problemem. Chodziło raczej o to, żeby uczniowie mogli zobaczyć, gdzie naprawdę są, kiedy mają samodzielnie wejść w temat i sprawdzić własne rozumienie.
Powiedziałem: jeśli ktoś ma trudność, może zapytać. Jeśli coś jest niejasne, podejdę i wyjaśnię. Jeśli ktoś potrzebuje pomocy, jestem dostępny.
Chciałem, żeby to była lekcja nie tylko o pierwiastkach i potęgach, ale też o tym, że uczenie się wymaga własnego ruchu.
Moje dodatkowe 5 groszy
Na koniec lekcji uczniowie ponownie otrzymali zadanie domowe. Ale tym razem towarzyszyły mu dwa pytania:
Do czego potrzebny jest ci nauczyciel matematyki? Jaką wartość ma wnieść?
To pytania ważniejsze niż same pierwiastki i potęgi.
Według mnie nauczyciel jest kimś, kto wrzuca swoje dodatkowe 5 groszy do tego, co robi młody człowiek. Może coś uporządkować. Może wyjaśnić. Może pokazać prostszy sposób. Może być inspiracją. Może pomóc wtedy, gdy pojawia się trudność.
Ale to dziecko się uczy.
To ono próbuje. To ono sprawdza, czy rozumie. To ono wykonuje zadanie, popełnia błąd, poprawia go i dzięki temu idzie dalej.
Bez pracy własnej dziecka, bez jego decyzji, że chce się uczyć, nauczyciel jest w zasadzie bezradny. Może stworzyć dobre warunki, ale nie może przeżyć procesu uczenia się za drugą osobę. Udawanie, że jest inaczej, prowadzi donikąd.
To nie znaczy, że uczeń ma zostać sam. Przeciwnie. Chodzi o to, żeby wiedział, że pomoc jest blisko. Że może zapytać. Że może podejść i powiedzieć: „tu mam problem”. Że nauczyciel jest po to, żeby wesprzeć, wyjaśnić i towarzyszyć.
Ale pierwszy krok często należy do tego, kto się uczy.
Opcje wyboru, które uczą
Zostawiłem uczniom konkretne opcje wyboru.
Możesz zrobić zadanie. Możesz spróbować. Możesz wybrać poziom, który jest dla ciebie właściwy. Możesz zapytać, jeśli czegoś nie rozumiesz. Możesz podejść i powiedzieć, że potrzebujesz pomocy.
Nie chodzi o to, żeby każdy od razu zrobił wszystko idealnie. Chodzi o to, żeby podjąć próbę.
W matematyce bardzo często najważniejsza nie jest szybkość, ale gotowość do pracy. Osoba, która próbuje, daje nauczycielowi punkt zaczęcia rozmowy. Możemy wtedy zobaczyć błąd, wrócić do zasady, poszukać innego przykładu. Możemy pracować na czymś konkretnym.
Gdy nie ma próby, trudniej zobaczyć, czego naprawdę potrzeba.
Matematyka jako wspólna praca
Ta sytuacja przypomniała mi, że matematyka jest wspólną pracą, ale nie polega na tym, że nauczyciel wykonuje całą drogę za ucznia.
Nauczyciel przygotowuje lekcję, tłumaczy, porządkuje, wspiera i towarzyszy. Dziecko słucha, próbuje, pyta, ćwiczy i stopniowo bierze większą odpowiedzialność za własne uczenie się.
To jest delikatna równowaga.
Jeśli nauczyciel tylko wymaga, uczeń może poczuć się zostawiony. Jeśli nauczyciel wszystko przejmuje, dziecko może nie odkryć własnej sprawczości. Dlatego potrzebne jest jedno i drugie: wsparcie oraz odpowiedzialność.
Nauczyciel matematyki jest potrzebny nie tylko po to, żeby podać wzór i sprawdzić wynik. Jest potrzebny po to, żeby pomóc zobaczyć sens. Żeby trudny zapis stał się bardziej zrozumiały. Żeby pierwiastek i potęga przestały być abstrakcyjnymi symbolami, a zaczęły układać się w relację.
Jest też potrzebny po to, żeby przypominać, że uczenie się jest procesem. Czasem idzie łatwiej, czasem trudniej. Czasem trzeba zrobić tylko jedno zadanie, ale zrobić je uważnie. Czasem można zrobić trzy. Czasem warto spróbować czegoś trudniejszego.
Najważniejsze, żeby nie rezygnować z własnego udziału w nauce.
Bo nauczyciel może pomóc, wyjaśnić i wesprzeć. Może wnieść swoje doświadczenie, spokój i uporządkowanie. Może dodać swoje „5 groszy”.
Wielu rodziców zgłasza się do mnie z podobnym pytaniem: „Moje dziecko ma trudności z matematyką – co zrobić?”
Czasem jednak okazuje się, że problem nie polega na tym, że dziecko nie potrafi matematyki. Problemem jest tempo pracy, sposób nauki albo brak dobrze zorganizowanego systemu pracy.
Chciałbym pokazać to na przykładzie jednej z ostatnich konsultacji.
Konsultacja matematyczna – uczennica klasy 7
Przed chwilą zakończyłem konsultację z tatą i jego córką – Zosią, uczennicą klasy siódmej.
Zosia ma orzeczenie o potrzebie specjalnych warunków nauki, ponieważ ma trudności ze słuchem. W zaleceniach znajdują się między innymi:
dostosowanie tempa pracy,
więcej czasu na rozwiązywanie zadań,
spokojne środowisko nauki,
praca indywidualna lub w małej grupie.
W praktyce oznacza to, że w klasie, gdzie jest hałas i dużo uczniów, dziecku może być po prostu trudniej.
Podczas naszej konsultacji przeprowadziłem diagnozę umiejętności matematycznych i sposobu pracy Zosi.
I bardzo ważna informacja: Nie zobaczyłem żadnych problemów z matematyką.
Fundament matematyczny jest dobrze zbudowany. Widać dobrą pracę nauczycieli i rodziców z poprzednich lat.
Jedyny element, który trzeba dostosować, to tempo pracy.
Dlaczego matematyka w klasie 7 staje się trudniejsza
Rodzice często nie wiedzą, że matematyka w klasach 4–6 wygląda trochę inaczej niż w klasach 7–8.
W klasach 4–6:
materiał często się powtarza,
trudność rośnie stopniowo,
dzieci mają czas na utrwalanie.
Natomiast klasa 7 to duża zmiana.
Pojawiają się nowe zagadnienia:
potęgi,
pierwiastki,
algebra,
równania,
bardziej złożone zadania tekstowe.
Do tego dochodzi egzamin ósmoklasisty, który zaczyna wpływać na sposób prowadzenia lekcji. Dlatego wiele dzieci zaczyna mieć poczucie, że matematyka nagle stała się trudna. Często jednak nie chodzi o brak zdolności matematycznych, ale o zbyt szybkie tempo nauki.
Plan pracy z uczennicą – trzy filary
Podczas konsultacji ustaliliśmy bardzo prosty, ale skuteczny system pracy.
1. Czytanie ze zrozumieniem – fundament matematyki
Może to zaskakiwać, ale czytanie ze zrozumieniem jest podstawą matematyki.
Podczas diagnozy zauważyłem, że Zosia czyta trochę wolniej, szczególnie gdy spotyka nowe słowa. Dlatego pierwszy element planu to:
15 minut czytania na głos każdego dnia.
Zaproponowałem książkę:
C.S. Lewis – „Podróż Wędrowca do Świtu”.
Podczas czytania:
zaznaczamy wyrazy, których dziecko nie rozumie,
sprawdzamy je w słowniku,
rozmawiamy o znaczeniu tekstu.
To bardzo skuteczny sposób rozwijania rozumienia tekstu, które jest kluczowe przy zadaniach matematycznych.
2. Codzienne ćwiczenia z matematyki
Drugi element to krótkie, systematyczne ćwiczenia matematyczne. Nie godziny pracy. Wystarczy 15 minut dziennie.
Zosia pracuje ze zbiorem zadań matematycznych Kaliny dla klas 4–8.
Zasada pracy jest prosta:
jeśli zadanie jest łatwe → przechodzimy dalej,
szukamy zadań, które są trochę trudniejsze, ale nadal możliwe do rozwiązania.
Dzięki temu dziecko:
buduje poczucie sprawczości,
widzi własne postępy,
uczy się samodzielnego myślenia.
Jeśli pojawią się zadania, z którymi Zosia nie potrafi sobie poradzić, zapisuje je i przynosimy je na zajęcia. Raz w tygodniu spotykamy się na lekcji online, gdzie wspólnie rozwiązujemy trudniejsze zadania.
3. Bieżący materiał szkolny
Trzecim elementem pracy jest oczywiście materiał z bieżących lekcji matematyki.
Podczas konsultacji sprawdziliśmy algebrę. Zosia bardzo dobrze radziła sobie z:
wyrażeniami algebraicznymi,
redukowaniem wyrazów podobnych.
Jedyną rzeczą, którą poprawiliśmy, był sposób zapisu działań w zeszycie – linijka pod linijką, tak żeby łatwiej było znaleźć ewentualny błąd.
Rozgrzewka matematyczna – prosty trik
Każdą sesję nauki zaczynamy od 3 minut rozgrzewki matematycznej.
Używamy do tego kostek do gry. Na przykład:
trzy kostki od 1 do 6,
mnożymy liczby,
wykonujemy szybkie działania.
To bardzo proste ćwiczenie, które pomaga uruchomić myślenie matematyczne.
Najważniejsza rzecz: systematyczność
Największe postępy w nauce matematyki nie wynikają z talentu. Wynikają z systematycznej pracy.
W przypadku Zosi pracujemy jako zespół:
Zosia,
tata,
mama,
ja – jako tutor matematyki.
Rolą dorosłych jest stworzenie warunków, w których dziecko może spokojnie pracować i rozwijać swoje umiejętności.
Podsumowanie konsultacji
Podczas naszej konsultacji spędziliśmy 90 minut na:
diagnozie matematycznej,
sprawdzeniu czytania ze zrozumieniem,
ustaleniu systemu pracy.
Nie było potrzeby „ratowania matematyki”.
Trzeba było tylko ustawić sposób pracy.
Za miesiąc spotkamy się ponownie, żeby sprawdzić postępy i ewentualnie skorygować plan.
Korepetycje z matematyki – pomoc dla Twojego dziecka
Jeżeli Twoje dziecko:
ma trudności z matematyką,
traci pewność siebie,
potrzebuje spokojnego tempa pracy,
przygotowuje się do egzaminu ósmoklasisty,
zapraszam na konsultację matematyczną.
Czasem wystarczy jedna rozmowa i dobrze ustawiony system pracy, żeby dziecko zaczęło radzić sobie dużo lepiej.
📞 515 613 339 🌐 pieczarkiiprzyjaciele.edu.pl
Zapraszam do kontaktu.
Tomasz Pieczarka lekcje matematyki • tutoring edukacyjny • wsparcie rodzin w edukacji
Od wielu lat uczę matematyki dzieci i młodzież – od uczniów szkoły podstawowej po nastolatków. Kiedy spotykam się z rodzicami, którzy zgłaszają potrzebę pomocy w nauce matematyki dla swojego dziecka, niemal zawsze słyszę to samo zdanie:
„On jest leniwy.” albo „Ona jest leniwa.”
Mam zwyczaj wracać do rodziców z uczciwą informacją zwrotną. Mówię im, co widzę – jakie dziecko ma możliwości, jakie są jego realne trudności i jaki potencjał. I bardzo często okazuje się, że potencjał tych młodych ludzi jest znacznie większy niż poziom wiedzy czy umiejętności, który aktualnie prezentują. Mimo to w odpowiedzi od rodziców znowu słyszę: „On jest po prostu leniwy.”
Rozumiem ten punkt widzenia. Sam jestem ojcem i w naszym domu dorasta już piąty nastolatek. Znam więc tę sytuację również z perspektywy rodzica. Ale warto powiedzieć sobie jedną rzecz bardzo jasno:
Nie należy oczekiwać, że nastolatek będzie w naturalny sposób chciał siadać do nauki.
Takie przypadki się zdarzają, ale są naprawdę rzadkie.
Co się właściwie dzieje z nastolatkiem?
1. Kryzys rozwojowy
Okres nastoletni to moment głębokiej zmiany. Dotychczasowy świat dziecka zaczyna się rozpadać, a młody człowiek powoli staje się osobą dorosłą. To czas kryzysu, niepewności i budowania własnej tożsamości.
Z tym wiąże się również bardzo naturalny proces – odrzucanie autorytetu rodziców. Nastolatek przestaje chcieć, aby to rodzice decydowali o jego wyborach, o jego edukacji czy o kierunku jego życia.
To nie jest coś nienormalnego. To jest naturalny etap rozwoju.
Dlatego rodzice stają się często jednymi z ostatnich osób, od których nastolatek chce przyjmować polecenia czy nakazy.
2. Trudna sytuacja młodych ludzi
Warto też spróbować spojrzeć na ich sytuację ze zrozumieniem.
Nowe technologie nie pomagają im w koncentracji.
Relacje w szkołach często są trudne.
Do tego dochodzi ogromna niepewność przyszłości.
Wielu młodych ludzi naprawdę nie wie:
czy to, czego się uczą, będzie im kiedyś potrzebne,
jaki świat czeka ich za kilka lat,
czy wysiłek włożony w naukę rzeczywiście ma sens.
Zresztą warto przypomnieć sobie własne myślenie z tego wieku. Czy my naprawdę patrzyliśmy na naukę inaczej?
3. Oni po prostu nie wiedzą, jak się uczyć
Jest jeszcze jedna rzecz, o której mówi się bardzo rzadko. Wielu młodych ludzi nie zostało nauczonych uczenia się.
Nie wiedzą:
jak zaplanować naukę,
jak rozłożyć materiał w czasie,
jak przygotować się do sprawdzianu,
jak ustalić priorytety między przedmiotami.
Często potrzebują w tym pomocy. Jednocześnie bardzo często nie chcą przyjąć tej pomocy od rodziców.
Co w takiej sytuacji naprawdę pomaga?
Z mojego doświadczenia wynika, że przełom pojawia się wtedy, gdy w życiu młodego człowieka pojawia się osoba trzecia. Ktoś, kto staje się sojusznikiem rodziców, ale jednocześnie nie jest rodzicem.
Dlaczego to działa? Ponieważ nastolatek znacznie łatwiej przyjmuje informację o sobie od osoby z zewnątrz.
Rodzice zawsze będą dla niego kimś, kto:
kocha bezwarunkowo,
często widzi swoje dziecko w najlepszym świetle,
czasem – w oczach nastolatka – nie do końca obiektywnie ocenia jego możliwości.
Dlatego młody człowiek częściej przyjmie informację o swoim potencjale od osoby z zewnątrz.
Rola takiej osoby jest bardzo konkretna
Taki mentor czy tutor może pomóc w kilku bardzo praktycznych rzeczach.
1. Pokazać realne możliwości
Zobaczyć konkretne umiejętności młodego człowieka i nazwać je. Powiedzieć mu wprost, co już potrafi i jaki ma potencjał.
2. Nauczyć go uczyć się
To oznacza bardzo praktyczne działania:
spojrzenie w kalendarz,
policzenie tygodni do sprawdzianu czy egzaminu,
rozłożenie materiału na mniejsze części,
ustalenie priorytetów między przedmiotami.
Czasem matematyka jest najważniejsza. Czasem ważniejsza będzie biologia czy inny przedmiot.
Trzeba to po prostu mądrze poukładać.
3. Wprowadzić konkretne narzędzia
Na przykład:
plan tygodnia,
blokowanie czasu na naukę,
praca w krótszych odcinkach czasu,
budowanie systematyczności.
To są rzeczy, których większość młodych ludzi po prostu nigdy się nie nauczyła.
Najważniejsza cecha: systematyczność
Na końcu jest jeszcze jedna bardzo ważna sprawa. Osoba, która wspiera młodego człowieka, sama powinna być osobą systematyczną. Bo prawda jest taka, że: efekty w nauce rzadko wynikają z samego talentu. Talent jest cenny i potrafi zwielokrotnić wysiłek. Ale to, co naprawdę przynosi rezultaty, to systematyczna praca.
Czy nastolatek jest więc leniwy?
Czasami tak. Ale dużo częściej jest po prostu:
zagubiony,
przeciążony,
pozbawiony narzędzi do uczenia się.
Dlatego zamiast oczekiwać, że sam z siebie zacznie się uczyć, warto stworzyć mu przestrzeń do rozwoju. Przestrzeń, w której ktoś pomoże mu:
uporządkować naukę,
zobaczyć własne możliwości,
nauczyć się pracować systematycznie.
Od kilkunastu lat towarzyszę młodym ludziom w ich edukacji. Pracuję zarówno z nastolatkami, jak i z ich rodzicami, pomagając im uporządkować proces nauki.
Jeżeli widzisz, że Twoje dziecko właśnie takiej pomocy potrzebuje — zapraszam do kontaktu.
Jak budować talent i nadrabiać zaległości od pierwszej klasy aż po maturę
Cześć! Jeśli zastanawiasz się, jak pomóc swojemu dziecku w nauce matematyki – niezależnie od tego, czy ma ogromny talent, który warto oszlifować, czy zmaga się z zaległościami, które spędzają sen z powiek – ten wpis jest dla Ciebie.
Dlaczego warto uczyć się matematyki? Co robić, by nauczyć się tej matmy? Czego nie robić, żeby się jej nauczyć?
To pytania, które bardzo często pojawiają się w rozmowach z rodzicami. I nic dziwnego. Matematyka bywa trudna, budzi emocje, czasem frustrację. Dlatego coraz częściej zastanawiam się, co może przydać się rodzicom w procesie nauki matematyki.
Jakie informacje, jakie wiadomości, jakie umiejętności byłyby Wam – rodzicom – potrzebne? Czego chcielibyście się dowiedzieć, czego się nauczyć, tak żeby pomóc dzieciom lepiej, sprawniej uczyć się matematyki, a może i nie tylko matematyki?
To pytania otwarte. I bardzo ważne.
Co naprawdę pomaga w nauce matematyki?
Kiedy sam zadałem sobie pytanie: co może przydać się rodzicom w procesie nauki matematyki? – odpowiedź, jaką sobie udzieliłem (i nie wiem, czy mam rację), była dość prosta.
Według mnie jest to dobry nauczyciel.
Nie tylko taki, który jest merytorycznie dobrze przygotowany, który ma cały materiał w głowie – chociaż to oczywiście się przydaje. Ale przede wszystkim taki, który jest życzliwy dziecku. Życzliwy rodzicom. Taki, który jest wsparciem zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców.
Dobry nauczyciel to nauczyciel, który docenia każdy talent i postępy dzieci. Który przekazuje potrzebne dla dalszego rozwoju dzieci informacje z życzliwością i szacunkiem dla starań rodziców o przyszłość własnych pociech.
Kiedy dzieci uczą się matematyki?
Dobry nauczyciel wie też, kiedy dzieci uczą się matematyki.
Po pierwsze – wtedy, kiedy tego chcą. Tego nie da się zmienić. Jeżeli dzieci nie będą chciały, nie będą się uczyły.
Kiedy dzieci lubią nauczyciela, dużo szybciej chcą się uczyć i uczą się od nauczyciela, którego lubią. Od takiego, który pozwala się lubić. Który daje się lubić. I który rozumie ich potrzeby.
Trzeci warunek jest równie ważny – kiedy to, czego uczą się dzieci, jest dopasowane do ich możliwości. Trzeba poziomować cele, które młodzi ludzie mają osiągać – od najmłodszych lat po lata dalsze. Im szybciej zacznie się to robić w taki sposób, żeby nie było zastojów, żeby nauka mogła iść płynnie, tym lepiej.
I po czwarte – kiedy lekcje nie są nudne. Dzieci i młodzi ludzie chcą się uczyć wtedy, kiedy lekcje nie są nudne, a angażują i wciągają w pracę.
Nauka przez działanie
Warto młodszym dzieciom dać coś do rąk. Konkretne zadanie związane z manipulowaniem przedmiotami, tak by mógł zostać uruchomiony proces tzw. idealizacji.
Tak jak to miało miejsce podczas moich ostatnich zajęć w szkole z klasą pierwszą, gdzie w małych, trzyosobowych zespołach dzieci rzucały kostkami i wspólnie dodawały w zakresie 20. Albo podczas zajęć indywidualnych – zwykłe patyczki, guziki, klocki czy matematyczne kostki, które pozwalają dzieciom budować własne działania matematyczne.
Wszystko, co pozwala dzieciom operacyjnie działać, ma sens.
A jeżeli chodzi już o nastolatków, to metoda problem solving jest kapitalną metodą, która angażuje, szczególnie wtedy, gdy pracuje się w małych zespołach. I co ważne – można ją stosować również w przypadku młodszych dzieci.
A jeśli to nie matematyka?
Spełnione są wszystkie cztery warunki. I co dalej?
Może się zdarzyć, że dziecko nadal nie chce się uczyć. I czasem trzeba też na to pozwolić. Trzeba szukać gdzie indziej. Szukać innych powodów. Być może problem nie jest ukryty w samym procesie dydaktycznym.
Wtedy potrzebne jest inne wsparcie. Nie nauczyciela matematyki, ale doświadczonego pedagoga, tutora, coacha albo po prostu doświadczonego rodzica.
Jeżeli widzisz u swojego dziecka potrzebę zajęć, które nie będą nudne i które będą dostosowane do jego możliwości – zapraszam serdecznie. Jeżeli takie zajęcia już ma, a mimo to nadal nie chce się uczyć i potrzebujesz konsultacji, również takiej mogę udzielić.