



Słyszeliście kiedyś o kumaku?
Ja nie. Do dzisiaj.
Myślałem, że po Bożym świecie wędrują żaby i ropuchy. Kiedy spotykałem coś, co było zielone lub brązowe i skakało, wydawało mi się, że była to żaba albo ropucha. A te dość łatwo od siebie odróżnić.
Tym razem, podczas wspólnego z synami budowania tamy na beskidzkiej rzeczce, zobaczyłem coś, co wyglądało jak ropucha — miało porowatą skórę i nie tak smukłą budowę ciała jak żaba — ale siedziało w wodzie. Do tego było niewielkich rozmiarów i miało… żółty brzuch.
To był kumak.
Kumak jest silnie związany z wodą. Można go spotkać w niewielkich i płytkich zbiornikach, kałużach, koleinach, rowach oraz spokojnych fragmentach potoków. Spędza w wodzie zdecydowanie więcej czasu niż ropucha, która prowadzi głównie lądowy tryb życia i wraca do zbiorników przede wszystkim na czas rozrodu.
Ciekawostką jest sposób, w jaki kumak broni się przed intruzem. Zamiast od razu uciekać, może wygiąć ciało i unieść kończyny, pokazując jaskrawo ubarwiony brzuch. Niekiedy obraca się nawet na plecy. Żółty kolor ma przestraszyć i ostrzec napastnika. Nie bez powodu, bo gruczoły w skórze kumaka wydzielają toksyczną substancję, która może być szkodliwa dla drapieżników.
Zaobserwowany przez nas w Beskidzie Małym kumak to kumak górski (Bombina variegata). Jest jeszcze kumak nizinny (Bombina bombina), którego plamy na brzuchu są zazwyczaj pomarańczowe lub czerwone i zajmują mniejszą powierzchnię.
Kumak górski jest w Polsce objęty ochroną ścisłą i nie jest go łatwo spotkać, czy wypatrzyć.
Pozdrawiamy serdecznie,
Pieczarki



